Fascynujący Świat Munchkina XV: Zombie Zombie Zombie

Witam Was, moi drodzy, w kolejną środę. Stare porzekadło mówi, że “człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie” (a także “kiwi kiwi kiwi”, ale to jest akurat historia na inną okazję). Od kilku ładnych lat obserwuje się zdecydowany wzrost popularności żywych trupów. Zombie zainfekowały niemal każdą dziedzinę kultury. Są w ścisłej czołówce przyczyn zagłady ludzkiej cywilizacji i mało kto pozostaje wobec nich obojętny. Zagorzali fani cieszą się na każdą nową grę czy film z nimi w roli głównej, krytykom już albo dawno się przejadły, albo nigdy się nie podobały, i stale (zapewne poniekąd słusznie) narzekają na wtórność i powielanie znanych od lat schematów. Skąd zombie się w ogóle wzięły? Jak zmieniało się ich postrzeganie na przestrzeni lat? Dokąd zmierzają? Przekonajmy się.

Zacznijmy od etymologii słowa. Najprawdopodobniej pochodzi od afrykańskiego słowa zumbi (fetysz) albo nzambi (bóg). Po angielsku funkcjonuje z niemym “e” na końcu, po polsku, czasami, spotyka się pisownię pozbawioną ostatniej litery. W znaczeniu potocznym oznacza oczywiście ożywionego (za sprawą złej magii, chorobotwórczego wirusa, broni biologicznej, eksperymentów medycznych bądź innych czynników) trupa, który najczęściej przejawia zadziwiająco duży apetyt na świeże ludzkie mięsko i mózgi.  

Samo pojęcie “zombie” wywodzi się z pochodzącej z Haiti religii voodoo. Oznacza ono człowieka przywróconego do życia za sprawą czarów kapłana, zwanego bokor. Ma on służyć jako niewolnik. Jest pozbawiony wolnej woli i nigdy się nie buntuje. Mimo iż współczesna medycyna zna przykładowe rozwiązanie podobnego stanu – istnieją toksyny, które wprowadzają człowieka w podobny śmierci stan oraz inne sprawiające, by jego podatność na sugestie drastycznie wzrosła – wiara w moc voodoo nadal jest na tyle żywa w kulturze Haiti, że w pewnych rejonach wyspy członkowie rodziny zmarłego przez kilka dni pilnują jego grobu, by się upewnić, że nie zostanie ożywiony.

Do kultury popularnej zombie wprowadził, legendarny już, reżyser horrorów – George Romero swym filmem z 1968 r. – Noc żywych trupów. Oczywiście, wraz z rozwojem kinematografii, nie mogło zabraknąć kolejnych obrazów z nieumarłymi w roli głównej, takich jak choćby luźna adaptacja serii gier – Resident Evil czy serial (na podstawie komiksu) The Walking Dead.   

Oczywiście filmy to nie wszystko, mamy do dyspozycji książki, gry komputerowe, planszowe, karciane. Znajdziecie także sporo utworów muzycznych czy też prac graficznych nawiązujących do żywych trupów.

Wiara w lokalne przesądy czy filmowa fikcja to jednak nie wszystko, co można powiedzieć o zombie. Okazuje się, że matka natura potrafi tworzyć scenariusze często znacznie bardziej nieprawdopodobne niż umysły scenarzystów czy pisarzy.

O ile ożywione ciała pozostają w świecie fikcji, o tyle istnieje mnóstwo pasożytów, które wyspecjalizowały się przejmowaniu kontroli nad zachowaniem swego żywiciela, czyniąc z niego właśnie bezwolne zombie. Wizja ta jest znacznie bardziej przerażająca, bo występuje realnie.

Istnieje gatunek nicienia pasożytującego na mrówkach. Za jego sprawą, odwłok owada zaczyna wypełniać się cystami pasożyta i przypominać jagodę. Mrówka, kontrolowana przez nicienia, odnajduje podobne owoce i zastyga bez ruchu czekając aż zostanie skonsumowana przez ptaka, w którym to jest końcowym żywicielem dla tego pasożyta.

Pamiętacie Obcego? Zdrowy rozsądek podpowiada, że tak straszliwy stwór nie może występować w realnym świecie, prawda? Na szczęście prawda. Nie ma zwierzęcia z kwasem zamiast krwi. Podwójnych szczęk też w żadnym nie stwierdzono. Za to są gatunki os, które rozmnażają się w łudząco podobny do xenomorphów sposób. Osy szmaragdowe, składające jaja w żywych karaluchach, znajdują sobie kandydata na bycie inkubatorem dla potomstwa, żądlą go w ośrodek nerwowy i za pomocą swej toksyny sprawiają, że karaluch, pozbawiony wolnej woli, posłusznie podąża za nimi do wcześniej przygotowanej jamy w ziemi. Ofiara cały czas jest zupełnie sprawna i w każdej chwili może uciec, tyle że nie chce. Wyklute larwy żywią się wnętrznościami karalucha, a ten sobie spokojnie czeka na śmierć. Na koniec przepoczwarzone osobniki wyżerają sobie drogę na zewnątrz.  

Pewien gatunek grzyba, zwany maczużnikiem, zagnieżdża się w “mózgu” owadów, głównie mrówek. Zmienia ich wzorzec zachowań i zmusza do wgryzienia się w liście w miejscu idealnym dla dalszego rozwoju grzyba. Potem przebija się przez głowę żywiciela i rośnie sobie dalej, jak gdyby nigdy nic pobierając substancje odżywcze z ciała owada..

To raptem kilka przykładów przejmowania kontroli nad zachowaniem żywych organizmów przez inne. W naturze występuje ich znacznie, znacznie więcej.

Czy jest to przerażające? Na swój sposób pewnie tak. Czy jest to ciekawe? Jak najbardziej.

Jak widzicie zombie są wśród nas, a jeśli chcecie wcielić się w prawdziwe zombie i ścigać zwykłych ludzi, zawsze możecie zagrać w Munchkina Zombie. Tam poczujecie, jak to jest być nieumarłym łowcą.   

Pozostałe posty