Fascynujący Świat Munchkina IX: Pirackie życie, cz. II

Witam Was, moi drodzy, w kolejną sobotę! Mam nadzieję, że tym uczęszczającym jeszcze do szkół początek roku szkolnego nie dał od razu za bardzo w kość. Studentom zazdroszczę jeszcze niemal miesiąca wakacji, a wszystkim z wrześniowymi poprawkami życzę powodzenia na egzaminach. Po tym, jakże kulturalnym, wstępie przejdźmy do rzeczy.

Wypadałoby dziś sobie powiedzieć na czym piraci pływali i, bezwzględnie, powiedzieć kto pływał. Ponieważ rejsy dalekomorskie ich raczej nie dotyczyły, unikali też walki z potężnymi okrętami wojennymi, dla potrzeb piratów wystarczające były mniejsze, szybsze jednostki jak slupy czy brygi. Zdarzały się oczywiście wyjątki i niektórzy, zwłaszcza ci bogatsi i sławniejsi, piraci, często dowodzący całą flotą statków, na swój okręt flagowy wybierali galeony albo inne duże jednostki np. Zemsta Królowej Anny dowodzona przez Czarnobrodego albo Złota Łania, na której sir Francis Drake opłynął, jako drugi, świat.

Warto też wiedzieć, że słowo kapitana było na statku prawem. Musiał surowo przestrzegać dyscypliny na okręcie, bo nie ma nic gorszego niż banda krwiożerczych przestępców, którzy poczują odrobinę swobody. Kapitan dowodził, póki miał autorytet wśród załogi, dlatego nie mógł się wahać przy wymierzaniu kar. Jak nauczał N. Machiavelli “Miłość trzymana jest węzłem zobowiązań, który ludzie, ponieważ są nikczemni, zrywają, skoro tylko nadarzy się sposobność osobistej korzyści, natomiast strach jest oparty na obawie kary; ten więc nie zawiedzie nigdy.” Oczywiście jeśli kapitan nie zapewniał odpowiednich łupów albo wizyt na lądzie wystarczająco często, by łupy te roztrwonić w miłym towarzystwie, nawet największy autorytet nie uchroniłby go przed buntem i szybką zmianą na kierowniczym stanowisku. Powiedzmy sobie wprost, kapitanem statku pirackiego było się dożywotnio, co wcale nie oznaczało długo.

Skoro już przy karach jesteśmy, warto tu na chwilę przystanąć. Jestem pewien, że wszyscy kojarzycie, znany doskonale z filmów, spacer po desce w kierunku pełnej rekinów toni. Problem w tym, że nie wiadomo czy taka kara była rzeczywiście stosowana. Na pewno natomiast chłostano, a najstraszniejszą karą, jaka mogła czekać pirata było przeciąganie pod kilem. Ostre muszle oraz szorstka faktura drewna dotkliwie raniły nieszczęśnika. Odbywało się to w wersji od burty do burty albo od dziobu do rufy, co kończyło się, najczęściej, śmiercią delikwenta.

Najwyższy czas wspomnieć o sławach wśród piratów. Przed nimi właśnie drżały całe Karaiby.

Złoty medal w tej kategorii bezwzględnie należy się Edwardowi Teachowi (Thatchowi), znanemu szerzej jako Czarnobrody. Dowodził największym w historii okrętem pirackim, a w szczytowym okresie swej działalności miał pod swą komendą ponad 400 ludzi oraz 4 okręty. By wzbudzić postrach u wrogów, często odpalał lonty dział od podpalonej wcześniej brody. Zawsze nosił przy sobie, na bandolierze, sześć pistoletów. Zginął w walce z marynarką angielską. Co ciekawe, duża część jego skarbu nigdy nie została odnaleziona.

Najsłynniejszym korsarzem był sir Francis Drake, który za swą działalność na rzecz korony otrzymał tytuł szlachecki. Był prawdziwym nemezis dla hiszpańskich żeglarzy, którzy uważali go za zwykłego pirata. Cieszył się jednak opinią dżentelmana  i nigdy nie zabijał bez powodu. Jako wiceadmirał floty angielskiej rozgromił hiszpańską armadę na kanale La Manche. To właśnie on przywiózł pierwszy ładunek tytoniu do Anglii. Jako drugi opłynął świat dookoła. Jest uważany za największego żeglarza swoich czasów. Jego imieniem nazwano cieśninę między Ameryką Południową i Antarktydą.

Wspomnieć należy jeszcze o takich sławach jak Jack Rackham, znany też jako Calico Jack. Grasował przez 11 lat w okolicach Bermudów i Haiti. W 1720 został jednak złapany przez marynarkę angielską i po krótkim procesie powieszony wraz ze swoją domniemaną kochanką, również piratką, Anne Bonny.

Bartholomew Roberts z kolei łupił żeglarzy przy Barbados i Martynice, nawiązywała do tego także jego bandera, na której stał na czaszkach marynarzy opisanych jako ABH (A Barbadin’s Head) oraz AMH (A Martiniquan’s Head). Jego kariera również skończyła się na stryczku i była to największa egzekucja w historii procesów z piratami w roli głównej. Powieszono w sumie 52 osoby. A zdobyty na statkach Robertsa ładunek 300 ton złota wzbogacił brytyjski skarbiec.

Miejsce honorowe w tej loży sław należy się Ching Shih, tak żebyście mieli świadomość, że nie jest to wyłącznie męskie zajęcie. A honorowe dlatego, że nie działała na Karaibach. Wspomnieć o niej należy, gdyż dowodziła flotyllą 1500 okrętów i armią 60 000 piratów (nie, to nie jest błąd) i była poważnym zagrożeniem dla dworu cesarskiego w Pekinie.

Wiem, że miało być jeszcze o przesądach pirackich i nieco o ich diecie, ale za bardzo się rozpisałem i nie chcę Was zanudzić ścianą tekstu, gdyż jak widzicie, materiału do opowiedzenia jest ogrom. Te tematy wiec zostaną odroczone na kolejny tydzień.

KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ

Pozostałe posty