FASCYNUJĄCY ŚWIAT MUNCHKINA CZ. XXVIII – MITY ZNANE I NIEZNANE CZ. V

fsm_028_top

Witam Was, moi drodzy, w kolejną środę. Dziś kończymy przygodę z mniej lub bardziej znanymi legendami i podaniami. Pewnie sądzicie, że czas mitów skończył się wraz z ciemnymi wiekami średniowiecza. Jak to mawia klasyk: “nic bardziej mylnego”.

XX i XXI wiek obfitują w niezwykle popularne podania, zwane legendami miejskimi, które za sprawą Internetu rozprzestrzeniają się po świecie niczym epidemia grypy. Urban legends to pozornie prawdziwe historie lub informacje, mające na celu zszokowanie słuchaczy. Bardzo popularną grupę miejskich legend stanowią historie związane ze zwierzętami czy innymi istotami, co do których istnienia nie ma pewności.

Takie stwory należą do grupy kryptyd i badaniem doniesień o nich oraz ich katalogowaniem zajmuje się kryptozoologia. Tak, istnieje pseudonauka, która bada i stara się potwierdzić istnienie Potwora z Loch Ness czy Chupacabry.

No, ale dość już tych wstępów przejdźmy do rzeczy. Zaczniemy od wspomnianych przed chwilą kryptyd. Skoro już dwie wywołałem, niech idą na pierwszy ogień.

fsm_028_nessi Potwór z Loch Nessobok Yeti, to chyba najbardziej znany przypadek kryptydy na świecie. Podobno zamieszkuje Loch Ness (największy słodkowodny zbiornik Wielkiej Brytanii). Jest mnóstwo relacji świadków, a jeszcze więcej hipotez, czym Nessie może być, ale pomimo faktu, że od kilku ładnych lat w zasadzie każdy nosi przy sobie (w telefonie) cyfrowy aparat fotograficzny, często z doskonałą rozdzielczością i niezłym zoomem, jakoś nie udało zrobić się naszej maszkarze wyraźnego zdjęcia. Widocznie jest nieśmiała. Autor najsłynniejszej fotografii, rzekomo przedstawiającej Nessie, przyznał, że została sfałszowana.

Hipotez, czym Potwór z Loch Ness jest (albo był, bo ostatnio o nim nieco ucichło, więc może przeniósł się jakiś czas temu do krainy wiecznych łowów) na przestrzeni lat było całe mnóstwo. Od plezjozaura, który jakimś sposobem przeżył wymieranie kredowe poprzez słonia, aż do przerośniętych ryb. Część naukowców twierdzi, że rzekomo zaobserwowany obiekt pływający niewiele pod powierzchnią wody, to sejsza (fala występująca w zamkniętych akwenach), a resztę dorobiła wyobraźnia i reputacja jeziora. Żadna z teorii nie została oczywiście potwierdzona, co tylko potęguje ciekawość niektórych.

Swoją drogą, trzeba przyznać, że Nessie jest doskonałą atrakcją turystyczną przyciągającą rok rocznie tysiące turystów nad brzeg jeziora. Stanowi też jeden z nieoficjalnych symboli Szkocji.

Zamieńmy klimat na nieco cieplejszy i przenieśmy się do Meksyku. Właśnie z tego państwa, a także z południowych stanów USA, pochodzi najwięcej doniesień o atakach tajemniczego zwierzęcia opisywanego przez świadków jako spore, śmierdzące siarką, pokryte dziwną łuską zwierzę o psim pysku i szeregu kolców na grzbiecie.

fsm_028_chupacabraNazwa Chupacabra dosłownie oznacza wysysacz kóz. Wzięła się od tego, że przy okazji doniesień o pojawieniu się stwora znajdowano pozbawione krwi ciała zwierząt (głównie kóz) z niewielkimi, punktowymi ranami w okolicach szyi.

Takie tajemnicze i niepokojące zjawiska pobudzają wyobraźnię. Nie brakuje teorii mówiących, że chupacabra pochodzi z kosmosu (niektórzy twierdzą, że jest zwierzątkiem domowym obcych), kryptozoolodzy skłaniają się ku wersji, że to jakiś nieznany gatunek drapieżnika.

Istnienie zwierzęcia oczywiście nie zostało nigdy potwierdzone. Naukowcy prezentują szereg wyjaśnień dziwnych ataków typując jak najbardziej zwyczajne drapieżniki jako odpowiedzialne za ich dokonywanie (najczęściej obwiniane są dzikie psy). Wielu ludzi woli jednak wierzyć w udział kosmitów, czarnej magii czy tajnego projektu rządowego.

W Meksyku i Portoryko chupacabra stanowi maskotkę lokalnego folkloru. Można nabyć kubki czy T-shirty z podobizną kreatury. Jest to kolejny przykład lokalnej legendy, która z czasem nabrała gigantycznej popularności i stała się swoistą atrakcją turystyczną.   

CIEKAWOSTKA: Legend miejskich dotyczących kryptyd jest całe mnóstwo. Do najbardziej znanych, poza dwoma wymienionymi wcześniej, należą Diabeł z New Jersey, do którego nawiązuje w swej nazwie drużyna hokejowa – New Jersey Devils, Bestia z Gévaudan, która partnerowała na ekranie V. Casselowi i Monice Bellucci w filmie Braterstwo Wilków czy Człowiek Ćma, którego można było zobaczyć w filmie z R. Gerem pt. Przepowiednia.

Do jednej z moich ulubionych należy historia z Nowego Jorku dotycząca aligatorów albinosów. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z przełomu lat 20. i 30. XX wieku. Wszystko wzięło się od tego, że podobno pewna turystka kupiła młode aligatory jako zwierzątka domowe, a gdy nieco podrosły i zapewne się znudziły, spuściła je w toalecie. Dotarły do kanałów, w których się zadomowiły i żyją do dziś. Z powodu braku światła słonecznego dominuje u nich albinizm.

Generalnie to bujda na resorach jakich mało, ale ma swój urok. No i można wyciągnąć z niej morał. Pamiętajcie, moi drodzy, by adopcję zwierzaka, niezależnie od jego gatunku, dobrze przemyśleć i pamiętać, że jest to odpowiedzialność na lata, a zwierzaczek rośnie szybko i bardzo krótko jest słodziutki i malutki.

Zmierzamy już powoli do końca. Przed nami ostatni przykład ze zwierzątkiem w roli głównej. Bierzemy na warsztat krakena. A jest to szczególna legenda. Przede wszystkim jest niezwykle stara, w końcu pochodzi ze starożytności, acz jej popularność nie zmalała wraz z upływem wieków. Co jednak ważniejsze, została potwierdzona… no, przynajmniej w pewnym sensie.

Istnieją kałamarnice olbrzymie, których długość macek potrafi sięgać nawet dwunastu metrów, a ramion tych kałamarnica ma aż dziesięć. Co prawda, żyją raczej na znacznych głębokościach, ale zdarza się, że zostają wyrzucone na brzeg. Prawdopodobnie właśnie te wyrzucone na plaże szczątki stały się źródłem mitów o stworze, który strzegł Gibraltaru.  

Oczywiście, legendy miejskie dotyczą nie tylko dziwnych zwierząt czy kosmitów. Czasem dotyczą także duchów i sił związanych z czarną magią. Pewnie najbardziej znaną jest ta dotycząca Krwawej Mary. Jak zwykle, w zależności od wersji, bo znajdzie się ich całkiem sporo, jest to duch młodej dziewczyny, którego wywoływało się stojąc w ciemnym pokoju przed lustrem ze świecą w dłoni i wypowiadając jej imię trzy razy. Podobno Maryśka potrafiła przepowiadać przyszłość, acz patrząc na filmy, w jakich była wykorzystywana, z reguły kończyło się to brutalną i niezwykle krwawą śmiercią osób, które ją wywoływały, czyli generalnie nie polecam tego sposobu na poznanie numerów najbliższej kumulacji totolotka. 😉

Sądzicie, że w Polsce nie ma legend miejskich? Obecnie historyjki o wątpliwej wiarygodności są raczej uniwersalne i na całym świecie podobne do siebie. Nie zawsze tak jednak było. W latach 60. i 70. popularna, w krajach należących do Bloku Wschodniego, popularna była opowieść o czarnej wołdze porywającej ludzi. W zależności od wersji, samochodem mieli się poruszać księża, Żydzi, wampiry bądź funkcjonariusze SB. Z porwanych ludzi mieli oni spuszczać krew, która miała być potem przeznaczana dla bogatych Niemców chorych na białaczkę. No, trzeba przyznać, że nie brakowało wyobraźni w naszym kraju.       

To oczywiście jedynie najbardziej popularne przykłady legend miejskich. Znajdziecie ich na kartach do Munchkina znacznie więcej. Do przeczytania w przyszłym tygodniu, gdzie znów zajmiemy się trzema kartami, które w jakiś sposób zostały przeze mnie zapamiętane albo napsuły mi krwi, albo stanowiły jakieś ciekawe nawiązanie. Nie zdecydowałem jeszcze, które wybiorę.

Pozostałe posty