FASCYNUJĄCY ŚWIAT MUNCHKINA CZ. XXVII – MITY ZNANE I NIEZNANE CZ. IV

 

fsm_27_top

Witam Was, moi drodzy, w kolejną środę. Dziś, zgodnie z obietnicą, zajmiemy się mitami arturiańskimi. Zaczniemy od kilku faktów z nimi związanych, a do samych kart przejdziemy za chwilę.   

Najstarsze wersje historii z królem Arturem w roli głównej pochodzą z VII wieku. Stanowią obok mitów greckich czy rzymskich najpopularniejsze legendy kultury europejskiej. Nie istnieje jakiś jeden spójny zbiór opowieści, który można by uznać za kanoniczny. Nie mają one jednego autora. Od lat inspirują innych twórców. Jeden z przykładów właśnie omawiamy, ale jestem przekonany, że każdy z Was widział jakiś film czy serial o królu Arturze albo Merlinie. Nie trzeba zbyt intensywnie szukać, by znaleźć ich całe mnóstwo. Do moich ulubionych należą film Merlin z Samem Neillem w roli tytułowej oraz nieśmiertelne dzieło legendarnej grupy Monty Python (Monty Python i Święty Graal). Jak widzicie, Munchkin nie pierwszy kpił sobie z opowieści arturiańskich. 😉

Przejdźmy wreszcie do meritum. Nie będę się rozwodził nad poszczególnymi historiami czy perypetiami konkretnych rycerzy. Wiecie, było ich stu pięćdziesięciu, objętość tego tekstu nie pozwala nawet na wymienienie wszystkich, a co dopiero na opisanie ich przygód. Nie żebym je znał. 😉

Tak swoją drogą, to musiał być naprawdę duży stół…

Zacznijmy od najważniejszego, ponoć, rycerza – samego króla Artura. Nie ma go co prawda na żadnej karcie, ale znalazło się na nich kilka osób dla niego bardzo ważnych i jakby nie patrzeć, dosyć bliskich. Znacie powiedzenie, że z rodziną dobrze wychodzi się jedynie na zdjęciach? Artur spokojnie mógłby dodać, że najlepiej jeszcze na osobnych.

fsm_27_morganaZa młodu nie mieszkał na dworze królewskim (według różnych wersji, ojciec – Uther Pendragon – oddał go na wychowanie jednemu ze swoich rycerzy). Najlepszy przyjaciel zakochał się w jego żonie oraz, nazywając rzeczy po imieniu, głównym czarnym charakterem większości legend arturiańskich jest jego przyrodnia siostra – potężna czarodziejka Morgana Le Fay. Co więcej, Morgana uwiodła Artura i z tego kazirodczego związku zrodził się Mordred, który także był jednym z rycerzy okrągłego stołu. Zdradził jednak ojca i śmiertelnie zranił go w pojedynku, w którym także poniósł śmierć. Jak widzicie, związki między rodzeństwem w literaturze może i zostały spopularyzowane przez Grę o Tron, ale nie są jakąś wielką nowością. 😉

Pomimo wielu wspaniałych czynów, których dokonał, można śmiało stwierdzić, że Artur nie najlepiej wybierał osoby ze swojego otoczenia.

Chlubnym wyjątkiem jest niewątpliwie Merlin – czarodziej, który był początkowo doradcą Uthera, by potem doglądać młodego Artura, aby w końcu stać u jego boku i służyć mu pomocą. Podobno posiadał dar widzenia przyszłości. Przypisuje mu się także przeniesienie gigantycznych kamieni z Irlandii, które posłużyły do budowy Stonehenge.  

Z królem Arturem jednoznacznie kojarzy się także jego broń – Excalibur. Większość błędnie uważa, że to właśnie ten miecz został wyciągnięty ze skały. Grafika na karcie także powiela to przekonanie. Otóż nie, Artur wyciągnął ze skały swój pierwszy miecz zwany niezwykle oryginalnie Mieczem z Kamienia. Excalibura otrzymał od Pani Jeziora, gdy tamten się złamał.

CIEKAWOSTKA: W przyszłym roku na srebrny ekran zawita kolejna wersja przygód króla Artura. Tym razem za kamerą stanie mistrz gangsterskich komedii – Guy Ritchie, a w roli głównej zobaczymy znanego z szefowania gangiem motocyklowym Charliego Hunnama. Na pewno możemy spodziewać się nowatorskiego podejścia do tematu, wartkiej akcji oraz niezapomnianych oneliner’ów. Szykuje się nie lada widowisko. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę się doczekać. Trailer z tegorocznego Comic-Conu możecie zobaczyć tutaj.

fsm_27_graalaNajważniejszą misją rycerzy okrągłego stołu było, poza walką z wyrodną rodziną Artura, oczywiście poszukiwanie Świętego Graala. Ostatecznie udało się to Galahadowi. Choć, gdyby znalazł jego munchkinową wersję (Świdrowy Graal), to raczej poczułby spore rozczarowanie. No bo jak tu się napić z tak podziurawionego kielicha?   

Ostatnia karta, o której tu wspomnę jest chyba najmniej oczywista. Chodzi o Zzieleniałego Rycerza. Po angielsku nawiązanie jest dużo bardziej czytelne – Green Knight występował w jednej z legend arturiańskich. Jego miano wzięło się od zielonego koloru stroju i maści konia (kolejny przykład niezwykle finezyjnego nadawania nazw).

Pojedynkował się z nim sir Gawain. Przed walką ustalono zasady. Gawain miał zadać Zielonemu Rycerzowi cios w kark jego własnym toporem, by rok później pojechać do zielonej kaplicy i przyjąć taki sam cios na siebie. Gawain zamachnął się i ściął rycerzowi głowę. Ten nie przejął się zbytnio, podniósł odcięty czerep, wsiadł na konia i odjechał.

Niecały rok po tym wydarzeniu, rycerz okrągłego stołu wyruszył w drogę, by dopełnić umowy. Na kilka dni przed pojedynkiem gościł w zamku nieopodal kaplicy. Bawił tam przez kilka dni spędzając czas głównie na polowaniach, by w podanym przez Zielonego Rycerza terminie stawić się w umówionym miejscu.

Czy Gawainowi udało się wyjść zwycięsko z pojedynku z przeciwnikiem, który potrafi przetrwać dekapitację? Będziecie musieli się o tym przekonać sami. Szczerze zachęcam do zapoznania się z materiałami źródłowymi, bo są to często naprawdę dobre historie.

Na dziś, moi drodzy, to wszystko. Jak zwykle wracamy do siebie w kolejną środę. Do przeczytania!

Pozostałe posty