Fascynujący Świat Munchkina cz. XVII – Najpopularniejsze Uniwersa Science Fiction cz. I: Startujemy

Witam Was, moi drodzy, w kolejną środę. Dziś, jak przystało na pasmo Fascynujący Świat Munchkina, powiemy sobie nieco więcej o domenie, która w ten czy inny sposób zainspirowała  twórców Munchkina do stworzenia wielu kart i grafik. Jak już zapewne wiecie z tytułu, na tapet bierzemy science fiction.  

Zanim przejdziemy do omawiania poszczególnych filmów czy książek, wypadałoby powiedzieć, czym w ogóle jest fantastyka naukowa albo, jak kto woli, science fiction. Przez wzgląd na mnogość podgatunków, o których pokrótce opowiem dosłownie za chwilę, ciężko podać jednolitą definicję tego terminu. Posłużę się natomiast zdaniem Marka C. Glassy’ego, który powiedział, że z definicją science fiction jest jak z definicją pornografii. Ciężko określić, czym ona jest, ale wiesz, że to jest to, gdy ją zobaczysz. Definicja zgrabna, z zabawną analogią, czyli idealnie nadaje się do Internetu. Jedno jest pewne i nie wywołuje żadnych sporów ani dyskusji. Science fiction, wraz z fantasy i horrorem, tworzy fantastykę.

Gdy słyszymy termin fantastyka naukowa, przed oczyma najczęściej stają nam dni świetlanej przyszłości, statki kosmiczne, niezwykle zaawansowana technologia (często przecząca prawom fizyki) czy też mniej lub bardziej pokojowe kontakty z obcymi cywilizacjami. Nie jest to jednak warunek konieczny żeby dane dzieło zakwalifikować do science fiction.

Historie alternatywne, postapokalipsa, cyberpunk oraz steampunk (zwany też retrofuturystyką, ale o nim opowiemy sobie więcej w najbliższej przyszłości), antyutopie no i wreszcie, chyba najbardziej popularne, space opery. Wszystko to mieści się w jednym niezwykle obszernym worku, który można określić fantastyką naukową.

No dobra, ale kiedy się to wszystko zaczęło? Można się tu pokusić o niezwykle romantyczną odpowiedź, że fantastyka zaczęła się wtedy, gdy ludzie zaczęli marzyć. Fantastyka naukowa swój początek w takim razie brałaby się z marzeń o czymś, co choć obecnie niemożliwe, realne będzie w przyszłości.

Na szczęście dla Was, moi drodzy, nie mam, wbrew pozorom, natury romantyka i mogę Wam udzielić bardziej konkretnej odpowiedzi. Za protoplastów science fiction uważa się w zasadzie trzech pisarzy. Hugo Gernsbacka (to właśnie od jego imienia wzięła się nazwa nagrody literackiej dla twórców fantastyki) Julesa Verne’a oraz Herberta George Wellsa.

Co prawda obecnie książki Verne’a zalicza się już bardziej do literatury przygodowej, głównie dlatego, że opisywane przez niego wynalazki, poza zasięgiem technologicznym ówcześnie, obecnie już istnieją. Nie można jednak zaprzeczyć, że jego wkład w powstanie gatunku science fiction pozostaje nieoceniony.

CIEKAWOSTKA: Według osobistych notatek Verne’a, pierwotnie kapitan Nemo miał być Polakiem – powstańcem styczniowym, zesłanym na Syberię. Miał on mścić się na flocie rosyjskiej za represje, jakimi obarczeni zostali Polacy. Wskutek nacisku wydawcy (który bał się pogorszenia stosunków francusko-rosyjskich), zamienił go w Hindusa, którego celem były statki Royal Navy. W gabinecie Nemo wisiał jednak portret Tadeusza Kościuszki.

Mam nadzieję, że ostatniego, choć wcale nie najgorszego, przedstawiciela wielkiej trójki pionierów gatunku, nikomu przedstawiać nie trzeba. H. G. Wells jest autorem ogromu powieści. Do najpopularniejszych należą: Wehikuł czasu, Wojna światów, Niewidzialny człowiek czy Wyspa doktora Moreau.

Kończąc tę pierwszą część, która jest zaledwie wstępem do właściwego opisu, a pozostając w temacie pisarzy, nie można nie wspomnieć o kilku najjaśniejszych gwiazdach gatunku (ranking jest w 100% subiektywny, a kolejność przypadkowa).

Szczerze polecam twórczość P. K. Dicka (nie będziemy tu o niej rozmawiać, gdyż nigdy nie stworzył własnego uniwersum). Opisywane przez niego antyutopie są tym straszniejsze, że niezwykle realne. Dobra wiadomość dla osób nie lubiących czytać, większość jego dzieł została zekranizowana, a majstersztyk, jakim jest Łowca Androidów (Blade Runner), powinien zobaczyć każdy, kto choć trochę interesuje się science fiction czy kinematografią w ogóle.

Nie można pominąć Franka Herberta, którego Saga Diuny nie tylko stała się klasyką literatury hard science fiction, została zekranizowana przez Davida Lyncha, oparto na jej wątkach kilka gier komputerowych, ale przede wszystkim zyskała miliony fanów na całym świecie.

Żebyście nie pomyśleli sobie przypadkiem, że pisarze piszą rzeczy tylko ot tak sobie i brak im znaczenia praktycznego! Isaac Asimov stworzył prawa etyki robotów. Stały się one podstawą do realnych rozważań na temat, jakimi zasadami ma się kierować sztuczna inteligencja.      

Wypadałoby wspomnieć o Enderze Wigginie – bohaterze wykreowanym przez Orsona Scotta Carda. W 2013 wypuszczono film na podstawie pierwszego tomu jego przygód – Gra Endera. Film chyba nie tylko według mnie był średni, gdyż o realizacji następnych części ani widu, ani słychu.

Na koniec pozostawiłem sobie naszą rodzimą perłę – Stanisława Lema. Szczerze polecam jego twórczość, nawet osobom, które nie miały wcześniej żadnego kontaktu z fantastyką. Można zacząć od Bajek Robotów już we wczesnych latach nastoletnich.

CIEKAWOSTKA: Wspomniany przed chwilą P. K. Dick, zapewne pod wpływem koktajlu złożonego z różnorakich substancji przenoszących na inne plany świadomości, a znany był z zamiłowania do używania narkotyków, stwierdził, że Lem był figurantem, za którym kryła się grupa pisarzy, a jego nazwisko pochodzi od twórców komunizmu – Lenina, Engelsa i Marksa. Całość miała być radziecką prowokacją propagandową.

Na dziś chyba starczy, moi drodzy. W następnym odcinku przejdziemy już do konkretów. Omówimy najpopularniejsze uniwersa filmowe, które każdy fan science fiction na pewno zna, a jeśli nie, to będzie miał doskonałą ku temu okazję.

Do przeczytania!

Pozostałe posty