Ból Tłumaczeń, część I: Chaos Ogarka Chaosu

Witam Was, moi drodzy, w kolejną środę. Rozpoczynamy właśnie nowy cykl dotyczący kwestii tłumaczeń. Jak zapewne wiecie, Munchkin jest pastiszem, parodiuje panujący w danej podstawce klimat, nieważne, czy to piraci, mitologia Cthulhu, klasyczne fantasy czy mity. Opiera się na popkulturowych nawiązaniach oraz, w dużej mierze, na żartach językowych. W tym cyklu skupimy się przede wszystkim na tej drugiej kategorii.

O ile odniesienia do popkultury są raczej czytelne dla każdego i na tyle powszechne, że nie ma z nimi większych problemów, o tyle żarty językowe oraz nawiązania do stricte amerykańskiego folkloru są już raczej nieprzetłumaczalne. Przynajmniej nie w taki sposób, by były zrozumiałe i zabawne jednocześnie.

Co w takiej sytuacji ma zrobić tłumacz?

Opcji jest kilka:

  1. Może usiąść i płakać nad swoim marnym losem, złorzecząc przy okazji twórcom oryginalnych kart i pomstując na ich często dziwne poczucie humoru. Skoro jednak kolejne Munchkiny się ukazują, to ta opcja nie jest raczej wykorzystywana.
  2. Może tłumaczyć dosłownie, w myśl zasady (z góry przepraszam wszystkie panie), że tłumaczenia są jak kobiety: wierne albo piękne. Zupełnie przy tym nie przejmując się utratą humoru pierwowzoru. Podejście niby poprawne, ale nie jestem fanem tego rozwiązania.
  3. Na tyle, na ile pozwala grafika (bo jej raczej się nie da zmienić) tak kombinować z tytułem, by efekt był zadowalający. Ta opcja wybierana jest najczęściej. Dlaczego nie zawsze? Bo czasami naprawdę się nie da (takie przypadki też będą tu poruszone).

Zaraz poznacie pierwszą (z wielu) część kart, które trzeba było pokonać w nierównej walce z językiem angielskim. Na razie weźmiemy na warsztat klasyczną podstawkę do Munchkina.

Zacznijmy od karty Ogarek Chaosu. Po angielsku jej tytuł to Pit Bull. Przedstawia niewielkiego psiaka gryzącego czarodzieja w kostkę. Pit bull, jak wszyscy wiemy, to rasa psa. Karta więc raczej nie sprawiała kłopotu. Ogar Chaosu to (skupimy się tu na tej najpopularniejszej wizji) potężnie zbudowany pies z piekieł. Skoro więc grafika przedstawiała niewielkiego kundelka, to został ogarek. Podobieństwo do resztek świeczki, zostawianych według przysłowia diabłu, jest przypadkowe.

Możecie się teraz zastanawiać dlaczego ta karta znalazła się w gronie kart kłopotliwych. W końcu wszystko z nią jasne. Jest w obiegu od samego początku i nie była nigdy zmieniana. Postanowiłem od niej zacząć, gdyż… pozwolę Wam przekonać się o tym osobiście. Grafika na karcie bardzo mocno się zmieniła w Guest Artist Edition. Pięknie pokazuje na jak odległych skojarzeniach i niestandardowym podejściu często bazuje Munchkin.

Teraz pora na jedną z moich ulubionych kart z podstawki. Młoto Mysz z Marsa, bo to o niej mowa, w oryginale nosi tytuł Maul Rat. Przedstawia szczura uzbrojonego w młot bojowy. Karta nawiązuje fonetycznie do wyrażenia mall rat, którym określa się osoby (głównie młode), które spędzają mnóstwo swojego czasu w galeriach handlowych. No to skoro wszystko jasne, to jak ugryźć kartę w tłumaczeniu? Starsi gracze (tacy, co w latach 90-tych XX w. byli w podstawówce. Naprawdę, nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek opisując takie osoby, do których sam się zaliczam, użyję przymiotnika starsi. No ale cóż, starzeje się człowiek.) powinni pamiętać kreskówkę Moto Myszy z Marsa (Biker Mice from Mars). Zmieniamy moto na młoto i eleganckie nawiązanie gotowe. Jak widzicie, czasami ten proces jest dosyć prosty. Inna sprawa, że do pierwszej części wybrałem karty, które nie były wielkim problemem. W końcu nie wszystko naraz, prawda?

Na zakończenie zajmiemy się Spalonym Golemem. Dlaczego spalony, skoro na obrazku ewidentnie jest kamienny? Ano dlatego, że tytuł karty to nie Stone Golem, a Stoned Golem. Słowo stoned używane jest w stosunku do osób, które znajdują się pod wpływem marihuany. Dlatego też na karcie Golem trzyma bongo. Z tego też powodu nie jest za bardzo zainteresowany światem zewnętrznym (czyt. graczami) i nie trzeba z nim walczyć, chyba że jest się niziołkiem, które to ponoć wyglądają zbyt smakowicie. 😉

Na dziś to byłby koniec. W przyszłą środę powiemy sobie nieco więcej o bohaterach ze stajni Marvela. Cieszcie się, moi drodzy, z szybko mijających, wakacji. Do przeczytania!

(Autor, ani tym bardziej Wydawnictwo, nie zachęca ani nie propaguje używania marihuany, ani innych nielegalnych substancji. Powyższy tekst ma charakter informacyjno-satyryczny.)

 

Pozostałe posty